Wyjazd nominowany do nagrody KOLOSÓW 2006 w kategorii Wyczyn Roku

00017015

Korona Gór Polski 

5. 08. 2006; Doba pierwsza (1), Sobota

Pobudka o 4.00 (ostro, ale jesteśmy do tego zmuszeni ograniczoną prędkością naszego Busika - średnia na trasie to ok. 50 km/h) Ogarniamy się, czyli pakujemy i jemy śniadanie przygotowane przez rodziców Kamila (wstali tak wcześnie jak my!).

5.30 Wszyscy wsiadają do busa, odpalamy... Za naszym VW unoszą się charakterystyczne kłęby siwego dymu, jeszcze chwila niepewności i słychać charakterystyczne kle, kle, kle, kle, kle, kle, kle... Pięknie pracuje ten nasz diesel. Jedziemy!
Przejazd do Św. Katarzyny przez Cedzynę, Mąchocice, Ciekoty

5.55 Św. Katarzyna (tu mała wpadka z szukaniem odpowiedniego miejsca do startu, ale szybko się ogarniamy), przebijamy się obok kapliczki przy drodze, w stronę Źródła i kapliczki Św. Franciszka. Idziemy śmiało całą szóstką: grupa zdobywców: Grześ, Janek, Kasia, Stefan, Kamil dla pewności o drogę i w ogóle, żeby raźniej było, wreszcie Jarek.

6.00 Kapliczka Św. Franciszka. Czas start!!! Ogary poszły w las, grupa szybko się rozciąga. Z przodu Janek z Grześkiem, dalej goniący Stefan (pomiary GPS!), następnie Kamil z Kasią, a na końcu Jarek.

6.22 Grześ z Jankiem i Stefanem na szczycie! Kamil 3 minuty później, Kasia z Jarkiem po następnej minucie. Kilka fotek, parę oddechów, widzialność max. 100 m, wilgotność powietrza 99%, nie pada, ale wszyscy czujemy ogromną wilgoć i pot na wszystkich częściach ciała. Nie jestem na 100% pewien, ale z tego rozochocenia nikt nie zabrał na górę butelki wody (woda nie została celowo zabrana - przyp. red.); Nic to, jeszcze parę głębszych oddechów i schodzimy, każdy swoim tempem.

6.57 Bez problemów odnajdujemy zaspanego Wiktora

6.58 Ruszamy na Tarnicę. Przed nami do przejechania ok. 340 km. Pierwszy szczyt zaliczony, nie czuć zmęczenia, humory dopisują.
(...) Zjeżdżamy z Krajeńskiego Grzbietu (najpierw oczywiście musimy kawałek podjechać) do Górna. Wykonujemy klasyczny manewr Żuka, a więc skręt w prawo na drogę główną Kielce-Lublin [74] a po kilkudziesięciu metrach w lewo w drogę na Daleszyce. Dalej przez lasy do Rakowa, gdzie chwila niepewności przy wyjeździe na Szydłów. Kierowaliśmy się dobrze, jednak podrzędną drogą wychodzącą z rynku, a nie skrętem w prawo na końcu wsi. Po chwili sprawa się wyjaśnia, docieramy do drogi na Szydłów i nią bez problemów na południe, aż do Stopnicy. Tu w lewo na [73] i tniemy na Tarnów(...)

8.47 Przystanek na siusiu w Dąbrowie Tarnowskiej na BP. Tankujemy za 100 PLN, kupujemy 2l oleju (pierwsza dolewka) i dalej w drogę

9.00 Opuszczamy stację

11.00 Pojawiają się problemy z ciśnieniem oleju. Zatrzymujemy się na stacji benzynowej na przedmieściach Sanoka, kupujemy litr oleju i od razu uzupełniamy niedobory. Wiktor mocno zaniepokojony stanem wozu, lecz dolewka ogarnięta ekspresowo. (...)brzęczyk ciśnienia oleju przyprawia wszystkich o ból głowy, Wiktora zaś o ból serca, gdyż samochody są dla niego jak żywe stworzenia, które w takich sytuacjach cierpią...

13.20 po minięciu serpentyn między Baligrodem i Cisną oraz miedzy Cisną a Ustrzykami Górnymi docieramy do Wołosatego

13.25 Wyjście na Tarnicę. W pierwszej grupce Janek, Grzesiu i Kamil. Kilka minut później (opóźnienie wywołane "przerwą techniczną" - Stefan, Kasia, Jarek). Na bramce kupujemy bilety wstępu do Parku Narodowego, a właściwie Kamil kupuje i to normalne za Janka i Grzesia, gdyż nawet się nie oglądając wyrwali w górę (i bardzo słusznie) i nie okazali legitymacji. Kamil zostaje dwie minuty na ogarnięcie biletów a później rusza w pogoń podbiegając na płaskim odcinku do lasu, gdzie dogania liderów. Po chwili jednak wychodzą różnice w przygotowaniu kondycyjnym i Kamil zostaje w tyle. Podejście daje w kość, ale wszyscy maksymalnie zmotywowani. Tempo szybkie. Dwójka na przedzie (Janek i Grzesiu), w środku Kamil, zamyka Jarek (który narzeka na obcierające buty). Po wyjściu na połoniny widzę za sobą goniących Kasię i Stefana, przed sobą nie widziałem Janka i Grzesia, są w niezłym gazie (później dowiaduje się, że jedynymi przystankami na trasie były przerwy na zawiązanie buta przez Garego (na ponad 600 m podejściu!!!)). Przełęcz pod szczytem Kasia i Stefan już niedaleko, ale się nie daję. Bardzo chcę wejść na szczyt jako trzeci, nie chcę wszystkiego opóźniać i ...ostatecznie udaje mi się to na ok. 30-45 sekund przed nimi.

14.19 szczyt!!! Janek wchodzi na szczyt w 53 min!!! Wspaniały czas. Grześ 2-3 minuty później. Kamil w 1h i 14 min. Czasy Kasi i Stefana trudno ocenić, gdyż startowali nieco później. Na szczycie porywisty wiatr, kilkanaście innych osób, przeważnie harcerze. Chłopaki mocno wyziębieni 20 minutowym oczekiwaniem. Zachmurzenie niemal całkowite. Stratocumulus.
Schodzimy w grupkach. Na przełęczy pod Tarnicą przyczajony i zmęczony Jarek cyka foty z ukrycia. Nie udaje mu się stanąć na szczycie. Z przodu Janek, Stefan i Kamil za nimi Kasia, Grześ i Jarek.

15.25 Zaczyna kropić deszczyk, nie jest on jednak groźny. Nie trzeba wyjmować nawet kurtki, chociaż trawa staje się już mokra

15.35 Docieram do samochodu, jako pierwszy. Minutę, może dwie później Janek. 10 minut później już wszyscy na dole. Wiktor nie ma dobrych wiadomości. Busik jest chory i to poważnie, bierze ok. 1l oleju na 100 km. Wiktor przedstawia nam kilka możliwych scenariuszy, z których prawie każdy kończy się wybuchem silnika. Nie mamy prawa mu nie wierzyć, w końcu to człowiek w warsztacie urodzony. Kontynuowanie wyprawy stanęło pod znakiem zapytania. Ludzie, z którymi Wiktor rozmawiał przez telefon radzą mu aby jak najszybciej zawijał się z powrotem do Warszawy do mechanika... Ze łzami w oczach Wiktor podejmuje decyzję, że będzie nas woził do czasu kiedy samochód nie będzie w stanie już jeździć. Wszyscy doceniamy tę decyzję. Wiktor dla sprawy poświęcił silnik(...) W strugach deszczu ruszamy do Szymbarku na nocleg, przed nami ok. 170 km. W Cisnej zatrzymujemy się na dolewkę oleju. Kierujemy się na Komańczę, później na [9] nieco wydłużony manewr Żuka i skręcamy na Gorlice. Mamy już mało paliwa, dodatkowo w okolicach Nowego Żmigrodu dopada nas ulewa.

19.00 Zatrzymujemy się na stacji w Gorlicach. Na chwilę przestaje padać. Paliwo+olej - 110 PLN

19.30 Docieramy do Szymbarku. Lekko kropi. Ogarniamy się. Obiadokolacja i wieczorna narada przy mapach. Zasypiamy ok. 22.00.

Valid HTML 4.01 Transitional Valid CSS!