Wyjeżdżamy z Kowar przed 10. Najpierw wizyta w centrum w celu ogarnięcia buły i jogurtu, gdyż nikt nie myślał już poprzedniego dnia o zakupach na śniadanie.
Toczymy się do Warszawy prędkością przelotową 50 km/h!
19.45 Żegnamy Grzegorza w Żabiej Woli. Mama wyjeżdża tam po niego kaszlunem.
20.00 Jeszcze ostatnia dolewka oleju w Jankach na Orlenie.
20.15 Warszawa. To miasto da się lubić! Pętla skończona 2680 km na liczniku. Nieźle.
Do zobaczenia na kolejnym wyjeździe za rok...