Wyjazd nominowany do nagrody KOLOSÓW 2006 w kategorii Wyczyn Roku

00017030

Korona Gór Polski 

7. 08. 2006; Doba trzecia (3), Poniedziałek

3.00 Kamil wstaje i z trzeciego piętra zaczyna znosić pakunki z jedzeniem do kuchni/jadalni, która oczywiście jest na parterze

4.00-4.30 Pobudka dla reszty

5.34 Wykonujemy sprytny manewr. Kamil z Jarkiem oraz wszystkie duże plecaki i reszta bambetli zostaje złożona na stosiku przed domem, natomiast Wiktor podwozi na "lekko" grupę uderzeniową ok. kilometra w górę, aż do miejsca, gdzie dalsza jazda busikiem nie ma już racji bytu.

5.46 Wiktor wraca. Ładujemy rzeczy do bagażnika, jeszcze chwila krzątania, zjeżdżamy do Nowego Targu

6.30 W Nowym Targu szukamy jakiegoś dużego sklepu, by zrobić zakupy

6.37-7.00 czekamy przed zamkniętym szlabanem Lewiatana

7.00-7.25 Zakupy

7.27-Rozdzielamy się. Chłopaki jadą po grupę uderzeniową zdobywać kolejne góry, Mogielicę i Lubomir, ja uderzam do Zakopanego do Starostwa po pozwolenie na wjazd do Włosienicy (na drodze do moka, za szlabanem w Palenicy Białczańskiej). Cały manewr miał być wykonany dzień wcześniej, 6.08, lecz, jak Janek zauważył w drodze do Szymbarku, 6.08 wypadał w niedzielę, kiedy to trudno cokolwiek w urzędzie załatwić... Nasze plany na dzień 7 i 8 sierpnia zamieniliśmy kolejnością...

Ok. 6. 55 szczyt Turbacza. Wejście było bardzo szybkie, wszystko zgodnie z planem. W ogródku meteorologicznym przy schronisku na Turbaczu spotykamy Piotra Wałdykowskiego, naszego wykładowcę, zbierającego materiały do swojej pracy doktorskiej. Schodzimy do Koninek, każdy swoim tempem. Na dole pierwszy jest Janek, który dla oszczędzania kolan zbiegł z góry. Stawkę zamykał Gary, który nie mógł szybko schodzić ze względu na niewyleczony uraz głowy

...7.30 Dworzec PKS. Nowy Targ. Wchodzę do "rejsowego" busa do Zakopanego zamykam za sobą drzwi i bus rusza

Ok. 8.00 Udaję się do Starostwa Powiatowego w Zakopanem na ul. Chramcówki 15; przyjęcia interesantów od 9.00, trzeba czekać, w tym czasie grupa szturmowa ogarnia Turbacz i jest już na zejściu, bądź już w Koninkach

9.30 Mam pozwolenie w ręku. Kosztowało to nas 25 PLN, ale zaoszczędzamy przez to mnóstwo energii na dymanie po asfalcie w górę i z powrotem do Palenicy. Pozostawało jeszcze ustalić w jakich godzinach przy szlabanie na Palenicy stoi człowiek z Parku, który go otworzy? Kobiety ze Starostwa odsyłają mnie do Parku. Nie zastanawiając się dłubo podejmuję decyzję o wybraniu się na Palenicę pod szlaban i zasięgnięcie informacji z pierwszej ręki.

9.45-10.00 Po drodze ogarniam w "Świerku" internetową prognozę pogody na następny dzień: z biegiem dnia ma się wypogadzać, ale rano bardzo możliwy deszcz

10.10-10.40-przejazd na Palenicę i rozmowa z pracownikiem Parku przy szlabanie. Od zmroku do godz. 6.30 szlaban pozostaje otwarty! Dla nas jest to super wiadomość, nie będziemy musieli wieczorem jechać do schroniska na Morskim Oku tylko będziemy mieli nocleg w Zakopanem...

11.10 Gary na Mogielicy. Za nim reszta. Janek ostatni. Odnowiła mu się kontuzja ścięgna achillesa, utrudniająca chodzenie. Dalszy jego udział w próbie stanął pod znakiem zapytania. Na szczycie mnóstwo fruwających mucho-owadów i innego irytującego badziewia, dlatego szybko uciekamy w kierunku przełęczy Rydza-Śmigłego. Tam już czeka Busik.

...11.30 Wracam do Zakopanego i zaczynam się szlajać. Ok.13 Docieram z buta w znane mi rejony Pardałówki i Antałówki, lecz o tanim noclegu nie ma mowy, wracam do Centrum, kierując się pod dworzec PKP i PKS. Na niebie ciemne chmury. Rozlega się kilka grzmotów. Na całe szczęście to pierwsza i ostatnia burza tego wyjazdu, dodatkowo bardzo słaba...

Podjeżdzamy na przełęcz i wychodzimy w kierunku Lubomira. Droga łatwa. Płasko. Gdy wchodzimy w las zaczyna padać. Grzesiek wraca do mijanej wcześniej wiaty, reszta chowa się pod drzewami. Stoimy tak ze 20 minut. Deszcz i burza przechodzi. Idziemy dalej.
15.10 Na szczycie. Tam plac budowy - odbudowywane jest przedwojenne obserwatorium astronomiczne. Kilka fotek i spadamy. W połowie drogi znowu deszcz. Chowamy się pod wiatą, ale na krótko. Mamy już dosyć łażenia i chcemy czym prędzej wrócić do Busa.

...Ok. 14.15 Prowadzę negocjacje z miejscowymi grzybami w sprawie noclegu. Udaje mi się zejść do 20 PLN i miejscowy ziom zabiera mnie samochodem do siebie. 15-17.30 Rozterki, co do warunków, gdzie mamy nocować. Łazienka w odrębnym domu... Nieciekawie. Grzesiowi w ostatniej chwili przypomina się, że znajoma jego mamy może udzielić nam noclegu. Trochę zamieszania. Ja już przyklepałem sprawę z góralem, Grzesiu, czy też jego mama dzwoniła do Pani Teresy, po czym wszystko odwołali. Ok. 18.30 Przełamanie głupiej sytuacji. Zawijam się stąd, lepsze będzie z pewnością miejsce u znajomej Grzesia mamy (no i tańsze, 15 PLN). Odpalam góralowi 20 PLN za zamieszanie, ten oddaje mi kasę za nocleg, po czym uderzam z buta do centrum, gdzie ekipa dotarła właśnie do znanej wszystkim dobrze z praktyk wakacyjnych w Tatrach pizzerii.

Ok. 19 Znowu wszyscy razem. Przemoczeni, zmęczeni, ale zadowoleni. Kamil niby nie chodził po górach, ale cały dzień na nogach zrobił swoje, odzywa się ból w prawym kolanie.

Ok. 20 Jesteśmy u Pani Teresy w okolicach Buforowego Wierchu. Dojazd o niebo lepszy niż do domu, który ogarniał Kamil. Całe szczęście całe to zamieszanie z noclegiem nie było dotkliwe dla zmęczonej całodziennym marszem w górach grupy. Nie musieli nawet oglądać tamtego miejsca. Zmęczenie ogromne. Zasypiamy ok. 22.

Valid HTML 4.01 Transitional Valid CSS!