3.00 Wstaje Kamil
4.00-4.30 Pozostała część ekipy opuszcza łóżka
5.30 Wszyscy w busie, jest z nami nawet Pani Teresa, którą mamy podwieźć do miasta. Niestety,
BUS NIE CHCE ODPALIĆ! Wiktor staje na głowie. Wyrzucamy wszystko z bagażnika, żeby dobrać się do silnika. Wiktor przeprowadza manewr z grzaniem świec żarowych, ale nadal nic. Za samochodem unoszą się kłęby czarnego, niekiedy siwego dymu. Jeszcze kilka prób i YEAH... kle, kle, kle, kle, kua, kua, kua
5.58 Ruszamy!
Ok. 6.45 Jesteśmy przy szlabanie w Palenicy. Okazujemy pozwolenie. Wykupujemy bilety do Parku i jedziemy. Niesamowite wrażenie. Jedziemy samochodem na megabębniarskiej autostradzie do Morskiego Oka.
7.05 Ruszamy z Włosienicy. Grupa się rozrywa, ale wszyscy mamy spotkać się pod schroniskiem
7.25-7.35 Zgrupowanie pod schroniskiem. Kilka zdjęć. W górę ruszają wszyscy! Pułap chmur na ok. 1900-2000 m n.p.m.
Czwórka wiadomo. Kamil z myślą o zdobyciu szczytu, lecz bez ciśnienia, Jarek mocno poobcierany (ale to już jego ostatni z nami dzień, na szczęście, on plus jego bagaż to jakieś 130 kg mniej dla dzielnego Busika), chciałby dojść do łańcuchów, Wiktor po bębniarsku, chciałby zaliczyć pierwszy śnieg ponad Czarnym Stawem.
(...) Grupa się rozbija. Z przodu chłopaki dalej Kasia z Kamilem. Przy obejściu Czarnego Stawu Kasia przyspiesza i dochodzi na chwilę do chłopaków po czym na podejściu wszystko wraca do stanu początkowego. Z przodu chłopaki, dalej dzielnie goniąca Kasia. Na dole przy Stawie zostaje, a chwilę później zawraca Wiktor. Kamil rusza jakieś 5-7 minut za Kasią mozolnie zamyka stawkę. Jarek zostaje przy Stawie trochę dłużej, jednak także dzielnie walczy...
Janek ze Stefanem utrzymują równe, szybkie tempo. Stefan prowadzi. Obaj dochodzą do łańcuchów, gdzie dla odwagi zjadają po krówce. Mgła, skały są mokre. Janek zasuwa w adidasach - ścięgno wtedy nie boli.
9.30. Kamil dociera ok. 100 m ponad Bulę pod Rysami i zatrzymuje się na dłuższą chwilę. Próba dalszego marszu w górę kończy się niepowodzeniem. Na zgiętym prawym kolanie nie jest w stanie utrzymać ciężaru ciała bez potwornego bólu. Postanawia schodzić, dalsze podchodzenie byłoby głupotą i opóźnieniem całej ekipy. Po ok. 7 min spotyka Jarka odpoczywającego na Buli razem ze spotkaną parą podchodzącą ze schroniska.
9.40 Stefan z Jankiem docierają na szczyt Rysów. Czas wejścia z Moka - 2h! Jest beznadziejnie zimno, wieje i nic nie widać.
10.00 Na szczycie melduje się Grześ
10.30 Mocno zmarznięci chłopaki dostrzegają wychodząca na szczyt Kasię. Komplet na szczycie! Tuz przed łańcuchami w trudnym orientacyjnie terenie (plus oczywiście mgła) Kasia zgubiła szlak. Przysiadła na chwilę i złapała załamkę, chwilę później odnalazła jednak drogę i wznowiła podejście. Okazało się później, iż siedziała wcale nie tak daleko od najwyższego miejsca, do którego dotarł Kamil. Kasia twierdziła, że nawet go widziała. On jej nie zauważył. Na szczęście wszystko zakończyło się szczęśliwie.
12.40 Kamil w żółwim tempie dociera do schroniska nad Morskim Okiem (całe zejście na wyprostowanej prawej nodze) tu czeka już na niego Wiktor. Po drodze dwukrotnie delikatnie kropi. Na szczęści delikatnie, także nie ma potrzeby wyjmować nic do nakrycia. Od mniej więcej 12 pogoda się klaruje, pojawia się nawet słońce!
14.10 wszyscy w krótkich odstępach docierają pod schronisko, po chwili schodzimy do busa
15.10 Chwila prawdy przy samochodzie. Znowu problemy z odpalaniem, ale z każdą sekundą odpalania świece stają się coraz cieplejsze;
Wreszcie oczekiwane, kle, kle, kle, kle, kua, kua, kua, kua,
15.45 Docieramy do Zakopanego i ŻEGNAMY JARKA!
Ok. 16. 30 Ponownie odwiedzamy pizzerię
Ok. 17.30 Wracamy po bambetle do Pani Teresy
Ok. 17. 45 Wyruszamy w stronę Zawoi. Mamy tam obczajony nocleg, jednak po drodze dochodzimy do wniosku, że lepiej dla busa będzie jeśli zatrzymamy się na Orawie (nie będziemy niepotrzebnie wieczorem i rano wjeżdżali na Krowiarki) i w ten sposób wjedziemy na ciężką dla samochodu Przełęcz od łatwiejszej orawskiej strony i to jednokrotnie
Ok. 18.45 Złoty strzał. Zauważamy w Zubrzycy Dolnej tabliczkę z napisem NOCLEGI i pytamy o możliwość przenocowania. Odpowiedź HEY, znaczy się tak. Ładny drewniany domek, każdy ma łóżko. Elegancko, 22 PLN. Kamil z Wiktorem i właścicielka domku odbywają krótką ok. 2,5 km wycieczkę po druczek VAT do kuzynki właścicielki.
Wieczór jak poprzednio, rozmowy co i jak. Opatrywanie ran. Przygotowania i omówienie co dnia następnego.
Jedna góra, w miarę prędko zakończony dzień w górach, można by powiedzieć lightowy dzień. To jednak pozory, cztery dni w górach pod rząd z ciągłym brakiem snu i przejazdami samochodem robią swoje. Humory dopisują.
Zasypiamy ok. 22.