Wyjazd nominowany do nagrody KOLOSÓW 2006 w kategorii Wyczyn Roku

00017020

Korona Gór Polski 

11. 08. 2006; Doba siódma (7), Piątek

Pozwalamy sobie na nieco dłuższy sen! Wszyscy zasłużyli
4.30 Wstaje Kamil

5.00-5.30 Reszta ekipy staje na nogach
Wszyscy mają już serdecznie dość pasztetu! Cóż kierownik ma do niego chyba jakiś sentyment. Grymas bólu na twarzy Kasi jest coraz większy, wyraźnie widać, że zabija ją brak snu, to już siódma noc, kiedy na sen jest zaledwie 6h, dodatkowo dochodzą do tego ekstremalne warunki podczas dnia oraz marne wyżywienie

6.37 Wyjazd. Samochód jak zwykle potrzebuje kilka minut na odpalenie

7.07 Jesteśmy w Kletnie. Pada deszcz i jest nieprzyjemnie. Wszyscy przysypiają.

7.55 Przestaje na chwilę padać. Drużyna wyrusza w górę. Śnieżnik to nie hop-siup. Będzie ciężko, podobnie jak na Babiej Górze. Kasia najmocniej osłabiona.

9.11 Janek i Gary docierają na szczyt. Bardzo szybkie tempo! Na szczycie nie spędzają za długo, zaczynają schodzić (podobna praktyka, to znaczy nie czekanie na wszystkich na szczycie miała miejsce również na Babiej Górze, jest to zrozumiałe ze względu na groźbę wyziębienia) W trakcie schodzenia mijają Kasię ze Stefanem. Kasia idzie już w zasadzie siła woli, nie mięśni. Każdy krok przyprawia ją o ból, widać to na jej twarzy. Dzielna baba!

11.05 Janek i Grzesiu na dole. Wiktor jeszcze w Jaskini Niedźwiedziej.

11.45 Opuszczamy wschodnią część obrzeżenia Kotliny Kłodzkiej i zjeżdżamy do Bystrzycy Kłodzkiej. Oczywiście mamy problem z wyjazdem w kierunku Przełęczy Spalonej, zgubić się w Bystrzycy to już chyba norma. Miasto przepiękne, ale średniowieczne i dla komunikacji raczej mało przystępne. Początkowo mieliśmy uderzyć na Przełęcz ponad Porębą, ale Grzesiu przestrzegał przed ścianą do pokonania i wybraliśmy ostatecznie Spaloną.

12.45 Wychodzimy na Jagodną. Stawkę zamyka Kamil z Kasią. W okolicach szczytu trochę nerwowości z powodu szukania szczytu, ale wszystko się wyjaśnia i bez wątpliwości stajemy na szczycie.

13.47 Docieramy na szczyt Jagodnej! Pogoda bardzo przyjemna, lekki wiaterek, sporo chmur, jednakże niegroźnych.

14.55 Schodzimy do samochodu, chłopaki z przodu.
Jedziemy do Zieleńca. Droga całkiem niedaleka, za to ciekawa widokowo i wzdłuż granicy z Czechami. Sąsiednie państwo dosłownie na wyciągnięcie dłoni.

15.30 Wychodzimy na Orlicę. Droga przyjemna, w końcu deniwelacja niewielka.

15.56 Całą piątką stajemy na szczycie Orlicy! Niepewność, co do właściwego szczytu. Nie wzięliśmy mapy. ZONK. Jednak z pewnością byliśmy na szczycie. Po obejrzeniu mapy na dole nie mieliśmy już wątpliwości!

16.29 Schodzimy do samochodu i po trzech minutach ruszamy.
Zjeżdżamy do Kudowy-Zdroju. Po drodze dyskusje o bezpiecznej jeździe zainspirowane dobudowywaniem kolejnego pasma drogi. Paliwa prawie 0 tankujemy na BP w Kudowie.
Jedziemy malowniczą Drogą Stu Zakrętów.

17.30 Jemy obiad w nieciekawej jadłodajni w Karłowie. Obsługa 0. Przestrzegamy!

18.25 Wyjście na Szczeliniec. Wiktor rusza na szczyt. Shock!

19.03 Piątką na szczycie Szczelińca!

19.49 Zejście do samochodu. Wszyscy debatujemy nad zdrowiem Kasi. Decydujemy się na wizytę u lekarza w Nowej Rudzie. Kasia ma bardzo napięte i obolałe mięśnie odpowiedzialne za oddychanie. Z noclegiem, tez nie jest kolorowo. Na pewno, gdzieś pod Wielką Sową, ale brak konkretnego miejsca.

21.00 Izba przyjęć noworudzkiego szpitala. Kasia otrzymuje rozluźniający zastrzyk z Nospy. Lekarz stwierdza wycieńczenie organizmu i sugeruje 1-2 dni odpoczynku.
Ogarniam wreszcie miejsce do spania w Rzeczce. Jedziemy tam na "automacie", jak to Wiktor stwierdził. Nie polecam jazdy na maksymalnym zmęczeniu w nocy!!!

21.45 Docieramy na nocleg do Rzeczki. Nareszcie. Następnego dnia wyruszamy o 9.00, ma być bardzo spokojnie, Kasia ma nabrać sił! Martwi zapowiedź ciągłych opadów 13.08.

Valid HTML 4.01 Transitional Valid CSS!