7.15 Wstaje Kamil. 15 minut później reszta ekipy. Pogoda bardzo przyjemna, świeci słoneczko i jest rześko.
Śniadanko i pakowanie
9.00 Wyjazd na Przełęcz Sokolą.
9.15 Wyjście na Wielką Sowę. Tempo spokojne, Kasia wyrywa pierwsza swoim tempem.
9.51 Kasia dzwoni do Kamila ze szczytu Wielkiej Sowy. Wszystko w porządku! Po chwili docierają tam również pozostali.
10.35 Wszyscy z powrotem na parkingu. Ruszamy w dół przez Walim, Jugowice, Świdnicę, Wiry, Wirki na Przełęcz Tąpadła. Pogoda bardzo przyjemna, na niebie cumulus humilis, czyli chmurki ładnej pogody. Na Przełęczy sporo Wrocławian (w końcu sobota!) oraz innych weekendowiczów. Wiktor wykonując z pozoru automatyczny manewr cofania wjeżdża jednym kołem do rowu. 5 cm niżej i urwalibyśmy tłumik, na szczęście szybko wypychamy samochód.
11.40 Drużyna na wieży widokowej na Ślęży!
13.10 Wszyscy z powrotem przy samochodzie. Nie jest źle z czasem. Miały być dzisiaj tylko dwie góry, ale podejmujemy decyzję, iż przemieszczamy się w okolice Wałbrzycha i zaliczymy Waligórę i Chełmca. Leży to spokojnie w naszym zasięgu, dodatkowo wszystkim przyświeca realna szansa zamknięcia Korony już dziewiątego dnia.
Wracamy Doliną Bystrzycy do Jugowic, a dalej przez Jedlinę, Rynnicę Leśną (fatalna droga, nadwyrężona powodzią!) i w lewo w górę pod schronisko Andrzejówka. Zatrzymujemy się ok. 200 m przed nim, nie chcemy już katować busa i tak górka jest bardzo prosta i na dodatek zaledwie 20 minut marszu.
14.35 Wyjście na Waligórę.
14.52 Szczyt Waligóry!
15.10 Wszyscy w samochodzie, ruszamy pod Chełmca.
Chwile niepewności na dwóch, czy trzech skrzyżowaniach w Wałbrzychu, jednak docieramy w końcu do dzielnicy Biały Kamień skąd zaczyna się podejście (żółtym) na Chełmca.
15.47 Wyjście na Chełmca. Janek z Grześkiem wyrywają do przodu. Kamil z Wiktorem objeżdżają górę i podjeżdżają w górę od południa z Boguszowa-Gorce najdalej jak się da zielonym szlakiem.
16.26 Janek na szczycie! Grześ ok. 5 min później. Kasia ze Stefanem ok. 20 minut za Janem. Chłopaki zaczynają zejście nie czekając na parę.
17.10 Janek z Grześkiem przy busiku, zaparkowanym w bujnych trawach tuż obok wijącego się słodko pod górę duktu, wykonujemy kilka zdjęć naszego dzielnego środka transportu... ile on już przetrwał...
17.30 Nadchodzi Kasia ze Stefanem. Pakujemy się do busa i jedziemy na na szczęście obczajony już nocleg w Kowarach. Są jeszcze nieśmiałe głosy o zrobieniu Skalnika, jednak raz że pogoda się psuje, a dwa Kasia miała przecież odpoczywać, tym czasem 5 gór było by już przesadą. Kolejnym "plusem" rezygnacji ze Skalnika była możliwość zjedzenia smacznego obiadu, raczej kolacji w Kowarach.
Przejazd przez Kamienną Górę do Kowar (a raczej "Wysokich" Kowar, gdyż nasz hotelik, był położony bardzo w górę doliny Jedlicy)
Niemcy, którzy rozpalali ognisko w specjalnie do tego przygotowanym miejscu na podwórku hoteliku nie mogli się nadziwić, wejściu smoka jakiego dokonaliśmy wjeżdżając na parking naszym VW. Patrzyli jak na ufoludków. We didn't care!
19.00 Zaczyna kropić
20.00 Jemy kolację w Kowarach. Pada deszcz... Nastroje całkiem, całkiem. Kompromis działa. Kasia żyje i ma się lepiej, zrobione cztery a nie dwie góry. Jutro skończymy! (bez względu na pogodę, bo chociaż ma padać, to nie ma mowy o burzach)
22.00 Zasypiamy.