Budzimy się i wstajemy mniej więcej ok. 4.00-4.30. Jemy wspólnie śniadanie i pakujemy się do samochodu. Większe rzeczy zostają w hoteliku, wszak wrócimy tu jeszcze na ostatni przed powrotem do Warszawy nocleg.
5.50 Wyjazd pod Skalnik. Pada deszcz.
6.20 Wyjście na Skalnika z Przełęczy pod Średnicą. Pada deszcz. Widzialność nie przekracza 100 m. Chłopaki po bębniarsku z parasolami, ale można to wybaczyć. Ile można moknąć!
7.08 Szczyt!
8.01 Janek i Grzesiu meldują się przy samochodzie.
Jedziemy przez Janowice Wielkie pod Skopca, czyli do Komarna (nie tego nad Dunajem)
9.20 Wychodzimy piątką na Skopca i Barańca
9.36 Parę fotek na szczycie!
9.50 Jesteśmy z powrotem przy samochodzie
Jedziemy do Jakuszyc. W Jeleniej Górze postój na stacji. Dolewamy oczywiście oleju.
11.15 Chłopaki ruszają na Wysoką Kopę. Pada deszcz
11.20 Startują Kasia ze Stefanem
Wejście w deszczu, kolejne z resztą... Na Wysokiej Kopie chyba najtrudniej było odnaleźć wierzchołek. Na górze płasko i brak charakterystycznych punktów. W końcu jednak udało się.
...Po 13.30 zaczynamy się nieco z Wiktorem niepokoić, chcemy koniecznie rozpocząć podejście na Śnieżkę przed 16. Dzwonię do Kasi. Wszystko w porządku. Są w okolicach zakrętu, tzn. jeszcze jakieś 0,5h marszu do samochodu.
14.05 Wszyscy już na dole. Nie myślimy już o niczym innym jak zamknięcie próby wejściem na Śnieżkę.
14.40 ruszamy do Karpacza
Po drodze trochę zamieszania z powodu nieprzejezdności niektórych dróg i słabego oznaczenia dróg. Ostatecznie przeciskamy się przez malutki mostek, w Podgórzynie i docieramy bez pudła do Karpacza tuż obok Orlinka.
15.50 Z przodu Kasia. 8 min. za nią Kamil. 15 minut za nim Janek ze Stefanem. Grześ marudzi i ostatecznie wychodzi ok. 16.30
Ok. 17.15 Janek, Stefan i Kamil docierają na Równię pod Śnieżką, Kasia 8 min. z przodu.
17.36 Telefon Kasi do Kamila. Stoję jakieś 30-40 m poniżej obserwatorium na szczycie, zaczekam tu na wszystkich tak abyśmy wszyscy stanęli na szczycie jednocześnie.
17.45 Jest już nas czwórka. Czekamy na Grzesia. Jest zimno. Na szczęście nie pada. Po drodze pokropiło tylko tuż przed Równią, ale trwało to ok. 2 min., tak więc nie trzeba było wyjmować nawet niczego od deszczu (od wiatru za to koniecznie!)
Czekamy i marzniemy
18.20 Grześ na horyzoncie
18.24 Ruszamy całą piątką na szczyt...
18.25 Szczyt Śnieżki.
CZAS STOP. KONIEC PRÓBY. UDAŁO SIĘ! MAMY REKORD!
28 szczytów w 8 dób 12 godzin i 25 minut
19.00 Zaczynamy schodzić (na szczęście nie z tego świata)
20.43 Kasia z Kamilem, jako ostatni docierają do samochodu. Tam dzielny Wiktor pomagał pewnej sympatycznej Pani geograf wyjmować zepsuty tłumik
21.40 Obiadokolacja w Karpaczu.
22.30 Przygoda w Kowarach. Tak żeśmy się zluzowali, mam tu na myśli także a może i w pierwszej kolejności kierowcę, iż nie zauważyliśmy, iż zabrakło nam paliwa! Całe szczęście do stacji było ok. 500 m i to z górki po prostej drodze, tak więc wystarczyło rozbujać busika, a ten sam dotoczył się do stacji. Mały ZONK, całe szczęście ten busik, a raczej jego silnik ma to do siebie, że się nie zapowietrza, gdy zabraknie paliwa. Lejemy ropę (Wiktor z Kamilem) i odpalamy bez problemu. Po kilku minutach wracamy po zdezorientowaną ekipę zdobywców Korony Gór Polski. Pozwalamy sobie na luksus w sprawie snu. Następnego dnia wstaniemy... rano! (nie była to najtrafniejsza decyzja, gdyż Kamil chętnie dojechałby do Wrocławia na 12, natomiast Kasia do Warszawy przed 20. Niestety zabrakło tych paru minut w obu przypadkach). Ja nie mam nikomu tego za złe. Zrzucam to na karb zawsze potrzebnego po wyjazdowych ciśnieniach rozprężenia.